Każdy powinien pamiętać o tym, że drzwi nie zawsze zamykają się bez powodu. Jednocześnie w momencie, kiedy zamykają się jedne otwierają się drugie. Mamy wtedy szansę na nowe otwarcie.
Na moje nowe otwarcie bardzo duży wpływ miało bieganie. To poniekąd nie ja sama, ale ciężki okres w życiu zadecydował o rozpoczęciu treningów. Ale skłamałabym, gdybym w tym momencie napisała, że tylko i wyłącznie to było przyczyną. Mam takiego kolegę, ze starych czasów, o których się mówi „czasy młodości”, który wypisał mi taką receptę. Jednocześnie zaświadczył swoim życiem o pozytywnym wpływie tychże. I tak to się wszystko zaczęło. Biegałam rano, przed pracą, biegałam też wieczorami. Nie były to też treningi długodystansowe. Były natomiast systematyczne. Nie przerażało mnie, że zaczęłam biegać, choć nigdy nie przepadałam za tym sportem. Bieg pozwalał na dostrzeganie radości, biegając czułam się szczęśliwa. A szczęście było okraszone jedynie prysznicem!
Nigdy nie sądziłam, że wyjdę poza dystans czasowy 15 minut. Zainwestowałam w dobre buty. Niosły mnie jak szalone. W miarę upływu czasu, moje biegi były dłuższe i nie był już problemem dystans pięciu czy siedmiu kilometrów. Wcześniej nie pomyślałam, że te drzwi mogą być dla mnie otwarte. Postawiłam sobie cel: bieg publiczny w szerszym gronie (zwykle biegałam sama, sama decydowałam o tempie i trasie). Pomyślałam, że dobrym początkiem będzie bieg o niepodległość. Bo nikt nie powinien z niej rezygnować, nigdy i pod żadnym pozorem!
Bieg ukończyłam. Do mety dotarłam bez zadyszki. Czas biegu był wprost rewelacyjny. Dowiodłam sama sobie, że właściwie stawiane kroki prowadzą do postawionego celu, a nieosiągalne kiedyś dziesięć kilometrów stało się faktem.
Nie trzeba się spieszyć, każdy ma swoje tempo. Zarówno w życiu, jak i w biegu, umiejętne stawianie celów i właściwe do nich dążenie to bieg o prawdziwą niepodległość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz