wtorek, 22 marca 2011

Tuzin, czyli dlaczego potrzebuję tabletek na patriotyzm...


Jestem zmęczona!

Jak niejeden górnik, rolnik, pielęgniarka, polityk czy żołnierz...

Zarządzanie przez zmianę potrafi wykończyć niczym praca w ciężkich warunkach, wszak rozumiana trochę inaczej. Za pracę w ciężkich warunkach należy się rekompensata finansowa. Za służbę ku chwale ojczyzny (rozumianą dosłownie) wcześniejsza emerytura. Można z niej korzystać (jeszcze obecnie) po 15 takich ciężko przepracownych latach. Ja, ku chwale ojczyzny (bez żadnego przekąsu) przepracowałam już cały tuzin i nawet widać już jego koniec. Tak sobie myślę, że były to bardzo długie lata. Długich 12 lat! Dwanaście lat! Chyba czas na emeryturę...

Muszę powiedzieć, że głównym motywem przewodnim w miejscu mojej pracy (i śmiem sądzić, miejsc temu podobnych) zawsze było zarządzanie przez zmianę. Zmianę nazw samej instytutcji, ciągłe zmiany wewnątrzinstytucjonalne, nie wspominając już o zmianach na stanowiskach kierowniczych. Co mogliby powiedzieć o tym specjaliści? Czy takie zarządzanie ma jakieś odzwierciedlenie w pracy, atmosferze pracy, efektywności pracy. Nie jestem pewna! Jako niewykształcona w tym kierunku... dlatego nie jestem, do końca, pewna. Wrodzona intuicja mówi mi coś o "ciężkich warunkach pracy".

Od samego początku mojej pracy zawodowej słyszałam z ust przełożonych, że należy się cieszyć z tej pracy którą mamy, bo zawsze może być gorzej, czyli na przykład mogłabym pracować w przysłowiowym warzywniaku... A czy jest coś w tym złego?? Jeśli lubi się to, co się robi?? Jeśli traktuje się swoją pracę jako coś wspaniałego i z ochotą wstaje się rano, aby dać innym radość i sprzedać to co się ma najlepszego, w tym WARZYWNIAKU! Jeśli wszyscy jesteśmy równi, tylko pełnimy różne role w życiu, o których sami przecież decydujemy. To czy jest w tym coś niestosownego... Czy jest coś złego w tym, że chce nam się przychodzić do pracy i to w dodatku z uśmiechem na ustach?? To było tuzin lat temu, kiedy byłam na najniższym szczeblu.

Teraz jest tuzin lat później. Zajmuję, mniej więcej, środkowy (ze wskazaniem na niższy) szczebel drabiny. Ze zdziwieniem obserwuję, że podejście się nie zmienia. Ze zdziwieniem obserwuję też, że minęło tyle lat, a mnie to wciąż dziwi! Na przekór wszystkiemu i wszystkim. Może dlatego, że zarówno podejście zarządzających, jak i moje nie uległo zmianie. Zawsze starałam się podchodzić do ludzi i do wykonywanej pracy z szacunkiem, w przedstawionej właśnie kolejności, nie odwrotnie! Moje wrażenie o nastawieniu zarządzających do powyżej wymienionych, jest wprost przeciwne. Tak kiedyś, jak i obecnie, moje wrażenie pozostaje takie samo. Zmieniło się może to, że przestałam się na to zgadzać i nie widzę powodu, dla którego ma być inaczej. Tak samo ja, jak i mną zarządzający pracują dla dobra publicznego, to jest partnerstwo, nie zaś służalczość!

Za dobrą pracę należy dobrze wynagradzać. O dobrego pracownika należy dbać. Należy go motywować, starać się wykorzystać optymalnie jego potencjał. W końcu, albo może i na początku, należy szanować pracownika i jego pracę. Niejednokrotnie ciężką! Nie zaś na wejściu, w trakcie i na wyjściu, przypominać: nikt nie jest niezastąpiony, na to miejsce znajdzie się setki innych... Czy ktoś chcący wykonywać pracę na rzecz Państwa ma być traktowany jak nieudacznik? Czy na rzecz dobra publicznego nie pracują normalni, wykształceni i wreszcie patrioci?! Takie stawianie sprawy, na dłuższą metę, jest męczące i demotywujące. Równie męczące jak nieobecność polityki kadrowej, oceny okresowe, z których nic nie wynika, zastraszanie zamrożeniami pensji, cięciami personalnymi etc... I możecie wierzyć lub nie, to tak sobie trwa...

Praca w ciężkich warunkach, a ja jestem już ZMĘCZONA!

Czy tak naprawdę wygląda Rzeczpospolita Polska, czy to jest tylko zły sen o niej?
Jeśli sen, to ja chcę się już z niego przebudzić! Bo jestem nim już zmęczona!

Wierzcie lub nie...
Niejedna osoba potrzebuje moich magicznych tabletek patriotycznych...  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz