środa, 9 marca 2011

Budżet kraju to to samo co budżet gospodarstwa domowego, tylko trochę bardziej...


Każdy myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że budżet gospodarstwa domowego musi być.
Dobrze żeby budżet był, a już na pewno najlepiej żeby był duży!  Co jednak zrobić jeśli nie jest!?
Na pewno nie jest on elastyczny i nie da się go rozciągnąć, a już na pewno nie da się tego zrobić, jeśli nie pomyślimy nad sposobem dodatkowego zasilenia tegoż.

A więc logiczne: myślimy! Myślimy, co też moglibyśmy zrobić?  Na początek powinniśmy się zastanowić nad jego obecną konstrukcją. Czy wydajemy na rzeczy: podstawowe, niezbędne i czy aby nie za dużo na przyjemności?  Powinniśmy pomyśleć, czy nasze zasoby nie przechodzą nam przez palce i dokonać zapisów, żeby ustalić pozycje naszych wydatków i oczywiście wpływów, które mają te wydatki zrównoważyć.

Nie muszę mówić:  każdy, dobry gospodarz wie, że ważne jest to, aby nasze plany miały odzwierciedlenie w rzeczywistości! Jeśli tego odzwierciedlenia nie ma, to wiadomo: nie będzie wizyty w kawiarni, a kawę wypije ktoś bardziej przewidujący! Owszem, jak mawiał jeden z moich wykładowców „papier wszystko przyjmie”. O tym też musimy pamiętać! Powinniśmy starać się, aby to, co zapisane na wspomnianym papierze wcielać w życie.

Myślę, że na tym polega każdy budżet. Domowy, firmowy, prywatny, publiczny. Różnica polega na tym, że jeden ma mniej, a drugi więcej pozycji.  Jeden jest mniejszy, a drugi większy. Prywatnym zarządza zwykle mniej osób niż publicznym. I odpowiednio z domowym oraz firmowym.  Można by tak rozmnażać bez końca i opamiętania.

Wszystko trzeba przemyśleć! Gdzie można oszczędzić?  Z czego można zrezygnować?
Co jest niepotrzebne? Na czym nam najbardziej zależy? Jakie mamy priorytety? Co z potrzebami? Czy stać nas na  przyjemności? I ile ewentualnych przyjemności zniesie nasz mało elastyczny, przecież! budżet? Czy wystąpią jakieś nowe wydatki, które warto zaplanować?  Co z pojawiającymi się na horyzoncie nowymi priorytetami? Czy stać nas na godne życie bez nowych zasobów?   Czy żyć na kredyt? Wszystko to trzeba spokojnie i z głową prze…my…śleć!!!

Nie sądzę, aby szanującemu się właścicielowi gospodarstwa domowego przyszła do głowy myśl pewna: „pozbędę się niektórych członków rodziny i zobaczymy jak to wyjdzie”!  Czy z tego faktu przybędzie dochodów, czy coś dzięki temu zaoszczędzi gospodarz ów? Kto będzie wypełniał obowiązki wyrzuconych członków rodziny? Czy gospodarz choć trochę przemyślał na co przeznaczy zaoszczędzone środki? Jaki w ogóle jest cel pozbycia się części rodziny?

Sensowne wykonanie budżetu zależy wprost proporcjonalnie od sensownego przygotowania budżetu.  Czy warto myśleć z sensem? A może nie warto? Jedno co warto, to przypodobać się warto!

Tak, zawsze warto zrobić to trochę bardziej…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz