Każdy myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że budżet gospodarstwa domowego musi być.
Dobrze żeby budżet był, a już na pewno najlepiej żeby był duży! Co jednak zrobić jeśli nie jest!?
Na pewno nie jest on elastyczny i nie da się go rozciągnąć, a już na pewno nie da się tego zrobić, jeśli nie pomyślimy nad sposobem dodatkowego zasilenia tegoż.
A więc logiczne: myślimy! Myślimy, co też moglibyśmy zrobić? Na początek powinniśmy się zastanowić nad jego obecną konstrukcją. Czy wydajemy na rzeczy: podstawowe, niezbędne i czy aby nie za dużo na przyjemności? Powinniśmy pomyśleć, czy nasze zasoby nie przechodzą nam przez palce i dokonać zapisów, żeby ustalić pozycje naszych wydatków i oczywiście wpływów, które mają te wydatki zrównoważyć.
Nie muszę mówić: każdy, dobry gospodarz wie, że ważne jest to, aby nasze plany miały odzwierciedlenie w rzeczywistości! Jeśli tego odzwierciedlenia nie ma, to wiadomo: nie będzie wizyty w kawiarni, a kawę wypije ktoś bardziej przewidujący! Owszem, jak mawiał jeden z moich wykładowców „papier wszystko przyjmie”. O tym też musimy pamiętać! Powinniśmy starać się, aby to, co zapisane na wspomnianym papierze wcielać w życie.
Myślę, że na tym polega każdy budżet. Domowy, firmowy, prywatny, publiczny. Różnica polega na tym, że jeden ma mniej, a drugi więcej pozycji. Jeden jest mniejszy, a drugi większy. Prywatnym zarządza zwykle mniej osób niż publicznym. I odpowiednio z domowym oraz firmowym. Można by tak rozmnażać bez końca i opamiętania.
Wszystko trzeba przemyśleć! Gdzie można oszczędzić? Z czego można zrezygnować?
Co jest niepotrzebne? Na czym nam najbardziej zależy? Jakie mamy priorytety? Co z potrzebami? Czy stać nas na przyjemności? I ile ewentualnych przyjemności zniesie nasz mało elastyczny, przecież! budżet? Czy wystąpią jakieś nowe wydatki, które warto zaplanować? Co z pojawiającymi się na horyzoncie nowymi priorytetami? Czy stać nas na godne życie bez nowych zasobów? Czy żyć na kredyt? Wszystko to trzeba spokojnie i z głową prze…my…śleć!!!
Nie sądzę, aby szanującemu się właścicielowi gospodarstwa domowego przyszła do głowy myśl pewna: „pozbędę się niektórych członków rodziny i zobaczymy jak to wyjdzie”! Czy z tego faktu przybędzie dochodów, czy coś dzięki temu zaoszczędzi gospodarz ów? Kto będzie wypełniał obowiązki wyrzuconych członków rodziny? Czy gospodarz choć trochę przemyślał na co przeznaczy zaoszczędzone środki? Jaki w ogóle jest cel pozbycia się części rodziny?
Sensowne wykonanie budżetu zależy wprost proporcjonalnie od sensownego przygotowania budżetu. Czy warto myśleć z sensem? A może nie warto? Jedno co warto, to przypodobać się warto!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz